sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 14

Jego słodkie usta sprawiają, że zapominam o bożym świecie. Nie chciałam przerywać pocałunku, ale musiałam to zrobić, bo Sam by zaczął coś podejrzewać. Spojrzeliśmy sobie jeszcze raz w oczy, a potem weszłam do domu, zamykając za sobą drzwi. Byłam cała przemarznięta.
Tego samego dnia około północy, czytałam opowiadanie. Destiny. Nasze rozstanie... Wszystko było tam dokładnie opisane. To w jaki sposób, główna bohaterka zakończyła związek, ale również nasze pogodzenie się. Nie mogłam uwierzyć w to, co czytałam. To było niemożliwe. Moje opowiadanie nie mogło się tak po prostu sprawdzać. Niby dlaczego? A nawet jeśli, czemu akurat to? Przez całe życie napisałam z milion opowiadań, więc czemu "szczęśliwy los" miałby paść akurat na tę historię?
Zaczynałam bredzić. Magia nie istnieje. Magia nie istnieje. Nie. Istnieje.
Czytałam opowiadanie z coraz większym zaangażowaniem, na przemian przeglądając internet, w celu znalezienia czegoś, co udowodni, że treść tego opowiadania nie jest związana z moim życiem, a podobieństwo to zwykły przypadek. Jakaś dziewczyna pisała, że ona potrafi wyśnić przyszłość, ale to zwykłe Déjà vu. Zdarza się nawet mnie. Przeglądałam internet dalej. Ktoś inny pisał, że czegoś takiego nie
ma, że Bóg nie stworzyłby ludzi z magicznymi zdolnościami, bo to by wywołało chaos na świecie. Znowu ktoś inny napisał, że jeżeli ktoś potrafi coś takiego, to jest pomiotem szatana. Same brednie. Ja byłam ateistką. Znaczy... Ochrzczono mnie, kiedy wprowadziłam się do nowej rodziny, ale nie traktowałam tego zbyt poważnie. Nie mogłam tak nagle uwierzyć w Boga, skoro przez 13 lat żyłam w przeświadczeniu, że on nie istnieje.
Przeglądałam internet dalej. Aż w końcu natrafiłam na coś ciekawego, o czym pisała Alicee91p. "Ja oficjalnie nie wierzę w magię, myślę, że to brednia, ale z drugiej strony. Spotykałam się z osobami, które mówiły, że potrafią zobaczyć przyszłość. Moja babcia wielokrotnie mówiła, że coś się wydarzy, a następnie to się działo. Déjà vu. Ale chodziłam kiedyś z chłopakiem, który mówił, że potrafi przewidzieć przyszłość. Nie wierzyłam mu, ale parę razy mówił mi, że moja przyjaciółka mnie oszukuje i potem się okazało, że to prawda. Nie mogła mu się przyśnić, bo jej nie znał. W snach nie można zobaczyć twarzy osób, których się nie zna. Poza tym on mi powtarzał, że mu się to nie śniło, że ma świetną metodę na zapamiętywanie snów i nie przypomina sobie czegoś takiego. Zresztą znał dokładnie oszustwo, którym nakarmiła mnie "przyjaciółka". Zaczęłam o tym czytać trochę więcej. Wiedzieliście, że historia Tytanica została wymyślona na kilka lat przed katastrofą? Nawet jest o tym książka. [Autorka: To o Tytanicu to fakt ;) Później podam link do artykułu o tym] W magię dalej nie wierzę, ale myślę, że są ludzie z darem. Jedni przewidują przyszłość świadomie, a drudzy nie.".
Nie wiedziałam, jak się w tym odnaleźć, więc po prostu odłożyłam laptopa. Zdecydowałam się konturować opowiadanie. Nie było ono specjalnie długie. Miało ze 20 kartek z bloku zapisanych tylko po jednej stronie. Już miałam przewrócić na stronę 16, kiedy dostrzegłam, że następna to tylko dwudziesta. Pozostałe trzy musiały być tymi które wpadły mi do kałuży i zrobiły się nieczytelne. Zaczęłam więc czytać ostatnią stronę, mając nadzieję, że brak kilku kartek nie zrobi mi różnicy. Okazałam się być jednak w wielkim błędzie.
"...na kanapie. Myślała o tym, co zrobiła, o tym jak bardzo skrzywdziła Henry'ego. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czy pobiec za chłopakiem, póki czas, czy pozwolić mu odejść. Tak by było uczciwie. Odpuścić. W końcu już tyle razy go skrzywdziła, że nie miało sensu udowadniać, że tym razem nie jest winna. Powinna była dawno dać mu spokój, wycierpiałby wtedy o wiele mniej. Zresztą, sądziła, że nie zasłużyła na kogoś takiego jak Henry.
W końcu nie wytrzymała. Włożyła buty i założyła kurtkę. Musiała pobiec za nim. Musiała mu to wyjaśnić. Była egoistką, ale nie miała na tyle siły, aby ze sobą walczyć. Za bardzo zależało jej na Henrym. To dziwaczne, bo była bezduszną dziewczyną, ale jednak nie chciała się nienawidzić z tym chłopakiem. Był jedynym, na którym tak naprawdę kiedykolwiek jej zależało. Nie kochała nikogo innego na świecie, tylko jego, ale nigdy by się do tego nie przyznała. Nawet teraz, kiedy za nim biegła, zaprzeczała samej sobie, że żywi do niego jakiekolwiek uczucie.
I zobaczyła go przy pasach. Była tak blisko. Krzyknęła jego imię, a on spojrzał na nią. Spojrzał i wtedy... Postawił krok na ulicy, akurat wtedy, kiedy jechał ten samochód. Fran krzyczała. Biegła, żeby zdążyć go chwycić i uratować przed nadchodzącą tragedią. Krzyczała, że go kocha, myśląc, że wróci, ale nie zdążył. Samochód z siłą przywalił w ciało chłopaka. Poleciał w górę na odległość dwóch metrów. Wylądował na ziemi akurat wtedy, kiedy Fran znalazła się w miejscu wypadku. Ciało Henry'ego krwawiło. Czerwona ciecz była wszędzie. Wydostawała się z nosa, ust, z rany na czole i z boku brzucha... Nogi były powyginane w dziwaczne strony, jedna ręka też. Fran skanowała go wzrokiem, starając się zatamować jakoś ciśnienie krwi z boku. Zdjęła kurtkę i owinęła nią chłopaka. Cały czas płakała. Powtarzała, że go kocha, ale on był nieprzytomny. Nie mógł jej usłyszeć.
-Henry, Henry, proszę... Nie rób mi tego. Henry. Henry - powtarzała, ściskając mocno dłoń chłopaka, ale on nie reagował. - Henry, Henry, kocham cię, nie odchodź. Henry.
Potem przyjechała karetka, zabrali Henry'ego, tyle że nie na żadne operacja ani tym podobne rzeczy. Chłopak się wykrwawił. Zmarł na miejscu, bo karetka przyjechała zbyt późno. Fran..."
Nie mogłam dalej czytać. Zrobiło mi się niedobrze od nadmiaru emocji. Pomyślałam, że zwymiotuję, więc poszłam do łazienki. Nie mogłam zwrócić, więc po prostu dławiłam się powietrzem. Wyrzucałam je ze swoich płuc, jakbym go nagromadziła aż nazbyt.
Długo siedziałam w łazience i myślałam. Myślałam, myślałam i myślałam. Chciałam w to nie wierzyć, ale nagromadziło się zbyt dużo dowodów przeciwko temu, że wszystko sobie zmyśliłam. Za dużo. Tak bardzo chciałam porozmawiać z kimkolwiek, ale Anne spędzała dziś czas z Sophią, więc nie mogłam jej przeszkadzać. Nie miałam do kogo zadzwonić. Poza tym dochodziła druga w nocy.
Wzięłam miskę do pokoju i położyłam się pod kołdrą. Chwyciłam swój telefon i zalogowałam się na twittera. W oczy od razu rzucił mi się post Harry'ego. Nie spał. To było jak przeznaczenie. Potrzebowałam go dzisiaj. Bardzo. Bo to przez niego byłam tak mocno zmartwiona, a podświadomość podpowiadała mi, że właśnie dlatego, tylko on może mnie uspokoić.
Zdecydowałam się zadzwonić, chociaż ręce strasznie mi się trzęsły i nie miałam pewności, czy to dobry pomysł, ale wybrałam dziesięciocyfrowy numer, a potem wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie musiało minąć dużo czasu, kiedy odebrał. Usłyszałam jego oddech po drugiej stronie linii, a potem moich uszu dobiegł jego słodki głos, w którym wyjątkowo mocno było czuć chrypkę.
-Fef?
-Hej, Harry. Nie obudziłam cię?
-Nie. Coś się stało, że dzwonisz tak późno? - zapytał, a w jego głosie słychać był troskę i niepokój. - Chyba się nie rozmyśliłaś, co?
-Co? Nie, ja... Po prostu chciałam cię posłuchać - powiedziałam. - Wszystko w porządku?
-Tak, dlaczego nie? Na pewno wszystko gra? Wydajesz się podenerwowana - zauważył.
-Po prostu... poczytałam trochę... książki i jakoś mnie ona tak zasmuciła - wyjaśniłam, trochę naciągając prawdę.
-Ciebie? Ice princess? - żartował. Chyba starał się trochę rozładować atmosferę, pocieszyć mnie.
Wzruszyłam ramionami, chociaż wiedziałam, że nie może tego zobaczyć. Rozumiejąc, że nie zamierzam nic powiedzieć, zdecydował się ponownie odezwać.
-Chcesz, żebym przyjechał? - zapytał.
-A mógłbyś? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i poczułam, że w moich oczach wzbierają się łzy, a tonacja głosu zmienia się pod wpływem emocji.
-Hej? Na pewno wszystko gra? - naprawdę się martwił.
-Tak, tylko... Boję się.
-Czego?
-Wszystkiego. Świata, ludzi... Boję się, że nie odnajdę się w tym szalonym świecie. Boję się, że cię zawiodę - mówiłam zgodnie z prawdą.
To właśnie czułam. Nie chodziło o samą śmierć Henry'ego, chodziło o to, co pisało przed wypadkiem. Henry wyszedł przez Fran, przez to, że nie umiała odczuwać emocji, że nie potrafiła go kochać tak, jakby tego chciał. To trochę tak, jakby ona wepchnęła go pod samochód, jakby sama go zabiła.
Ja nie chciałam zabić Harry'ego. Ale... Ale jak zmienić przeznaczenie? Jak? Nie mam pojęcia, co dokładnie się stało. Nie wiem tego.
-Nie płacz, Fefe, zaraz u ciebie będę. Dam mi 20 minut. Do zobaczenia.
Chciałam jeszcze powiedzieć, że wcale nie płaczę, że nigdy nie płaczę, ale nie dał mi dokończyć. Po prostu rozłączył się, a ja czekałam opatulona kołdrą, aż przyjedzie.
Starałam się nie płakać, starałam się nie bać. Starałam się być silna, wzmocnić się, zanim przyjedzie. Nie chciałam, żeby oglądał mnie w takim stanie. Za dużo już o mnie wiedział, nie wiem, czy potrafiłabym kłamać patrząc w jego cudownie zielone oczy. Nie wiem, czy potrafiłabym go oszukać, kiedy znalazłabym się w zielonym lesie jego oczu. Nie wiem, czy potrafiłabym skłamać, nawet jeśli nie mógłby na mnie patrzeć. Nawet jeśli nie miałby oczu.
Kłamanie jest trudne. Bardzo trudne. To prawdziwa sztuka, której nie jestem w stanie się nauczyć. Tak sądzę. I chyba nawet nie chce tego potrafić. Życie byłoby zbyt proste.
I straciłabym Harry'ego już z milion razy, a dopiero wtedy dochodziło do mnie, że bardzo tego nie chcę.
Zadzwonił dzwonek do drzwi, a ja ruszyłam schodami na dół. W domu było naprawdę ciemno. I naprawdę bałam się ciemności. Dopiero teraz. Nigdy wcześniej nie bałam się otchłani, w którą wpadłam. Wydawało się, że nawet chciałam znaleźć się jeszcze niżej, a teraz... teraz desperacko macham rękoma marząc, aby zmieniły się w skrzydła i pomogły mi wylecieć na powierzchnię ziemi. Pragnę, aby moje serce znów zaczęło bić. Żeby zaczęło kochać. Bo boję się, że bez tego jestem martwa.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Harry'ego. Mocno mnie przytulił, kiedy tylko puściłam drzwi. Zatopiłam się w jego objęciach, a on zamknął za sobą wejście i przekręcił zamek. Podniósł mnie z ziemi, jakbym kompletnie nic nie warzyła i wniósł mnie na piętro. Prosto do mojego pokoju. Usadził mnie na łóżku, a potem zdjął z siebie kurtkę i rzucił ją w kąt. Z kieszeni spodni wyjął jakiś prostokąt, który był prawie niewidoczny w delikatnej księżycowej poświacie.
-Słyszałem, że czekolada pomaga na wszystkie smutki - powiedział, siadając obok mnie, a potem wręczając mi papierowe pudełko ze słodką zawartością.
Uśmiechnęłam się delikatnie w mroku.
Położyłam się na łóżku na boku, a potem pociągnęłam za sobą Harry'ego, aby ułożył się na przeciwko mnie. Otworzyłam czekoladę i wsadziłam mu cząstkę do ust, natomiast następną wzięłam dla siebie.
-Dziękuję.
-Za co?
-Za to, że przyszedłeś. I kupiłeś mi czekoladę - powiedziałam, uśmiechając się i wpatrując w jego błyszczące oczy, które z braku światła wydawały się czarne z lekkim połyskiem zieleni.
-Nie ma sprawy. Mówiłem, że jestem do twojej dyspozycji - odparł, obdarowując mnie najpiękniejszym uśmiechem na świecie.
Aby ta chwila była najpiękniejsza na świecie dla praktycznie każdej dziewczyny, brakowało tylko tych dwóch magicznych słów. Ale ja się cieszyłam się, że one nie padają. Naprawdę się cieszyłam. Tak jest dobrze. Ta chwila była wspaniała i nie potrzebowałam bonusów.
Zanim się obejrzałam Harry wpakował mi do ust kolejną cząstkę czekolady. Przymknęłam na chwilę oczy, a potem poczułam usta Harry'ego na swoich. Byłam zaskoczona, ale nie zamierzałam się opierać. Jego dłoń znalazła się na mojej głowie, przyciskając ją mocniej do siebie. Chwilę później wylądowałam na nim. Całowaliśmy się dziką namiętnością. Moje dłonie błądziły w jego włosach, natomiast dłonie Harry'ego znalazły się na moich plecach, robiąc na nich rozmaite szlaczki.
Minęło kilka minut, zanim skończyliśmy się całować. Mimo to, ja nie zmieniłam swojej pozycji. Dalej leżałam na Harrym, moja głowa była wsparta o jego klatkę piersiową. Słyszałam bicie jego serca i ten rytm lekko mnie usypiał, jednak cukier zawarty w czekoladzie wywoływał odwrotny skutek.
-Co robisz, jak nie koncertujesz? - zapytałam w końcu, pozwalając sobie zostawić zamknięte oczy.
-Komponuję, nagrywam piosenki. Raczej się nie nudzę. Moja praca wymaga ode mnie dwudziestoczterogodzinnego wysiłku i po prostu... zazwyczaj nie mam czasu na zabawę. Nie to, że jest mi źle. Kocham to, co robię. Mówiłem ci to już, ale czasami chciałbym robić to, co teraz. Leżeć sobie w łóżku z najbardziej zakręconą dziewczyną na świecie - powiedział.
Cieszyłam się, że mrok spowił cały mój pokój, a Harry nie mógł dostrzec czerwieni moich policzków. Chyba spaliłabym się ze wstydu jeszcze raz. Przy nikim nie rumienię się tak bardzo jak przy nim.
-A w chwilach wolnych? Od pracy i w ogóle.
-Wychodzę ze znajomymi, śpię, oglądam TV. To wszystko, co robią normalni ludzie w moim wieku - odpowiedział. - A ty co robisz, poza nauką i czytaniem? Swoją drogą zabawne jest to, że nie spotkałem w twoim domu ani jednej półki z książkami - zaśmiał się lekko.
-To nie jest takie zaskakujące. Po prostu ukryłam wszystkie książki - wyjaśniłam.
-Ukryłaś? Założę się, że masz z milion książek... i wszystkie je tak po prostu ukryłaś?
-Nie mam więcej niż w sklepie, gdzie pracuję - odparłam, śmiejąc się.
-Pracujesz? - zdziwił się.
-Od miesiąca - wyjaśniłam.
-Więc co z tymi książkami? Gdzie je ukryłaś?
-Są w mojej bibliotece na strychu - powiedziałam.
-Masz strych? - zaskakiwałam go z każdym słowem i siebie również. Nikomu nie powiedziałam o bibliotece. W sumie nikt nawet nie zapytał, co zrobiłam ze wszystkimi swoimi książkami. Ale normalnie bym się wykręciła od odpowiedzi, a jemu chciałam powiedzieć.
-Na górze jest okno, ale od dołu go nie widać, bo przysłania je drzewo. Z tamtej perspektywy jednak wszystko jest widoczne. Mogę zobaczyć, czy ktoś idzie właśnie do mnie, czy mam czas na czytanie - opowiedziałam.
-Pokażesz mi? - poprosił.
-Dobrze - zgodziłam, ponosząc się.
-Teraz?
-A kiedy? Wstawaj! - powiedziałam, ciągnąc go za rękę.
Z trudem się podniósł, jęcząc, jak to bardzo dobrze było mu w moim łóżku. Ale po chwili ogarnął siebie i swoje niedorzeczne mruczenie, a ja podeszłam do półki, która tak naprawdę była przejściem do mojego świata cudów. Wzięłam z jednej z półek pilot i kliknęłam jedyny przycisk, jaki miał, a potem szafka przekręciła się do połowy, ukazując schody - wejście do mojej biblioteki.
-Wow, jak w jakimś serialu - wydusił z siebie.
-Dużo się naczytałam i naoglądałam horrorów - wyjaśniłam.
Weszłam do środka, a za mną poszedł Harry. Kiedy przemierzałam przez schody, małe kinkiety w kształcie świeczek same zaczęły się zapalać, rozjaśniając mrok. Harry wydał z siebie pomruk zaskoczenia i jednocześnie podziwu, ale poza tym, nic nie powiedział.
Dotarliśmy na strych i od razu w oczy rzucały się półki zapełnione książkami. Oczy chłopaka uważnie skanowały pomieszczenie, podczas gdy ja zdecydowałam się zapalić światło na tyle jasne, że można było przy nim czytać, jednak na tyle słabe, że nie było widać jego blasku z dołu.
-Przeczytałaś to wszystko? - zapytał w końcu.
-Nie wszystko. Jest tu jakieś 20 książek, których jeszcze nie zaczęłam, ale resztę tak. Chyba, że pytasz o słowniki. Ich nie czytałam - starałam się lekko zażartować.
-Przecież tu jest z tysiąc książek! - powiedział.
-Mniej więcej - zgodziłam się.
-Wiesz ile dokładnie?
-Tysiąc dwieście pięćdziesiąt trzy bez słowników, a w przyszłym tygodniu dostarczą mi zamówienie z kolejną jedenastką. Myślę, że mam szansę przeczytać przynajmniej połowę tego zamówienia do końca roku - powiedziałam.
-Mówisz poważnie? - chyba był realnie zaskoczony.
-Tak. Nie znam zbyt wielu osób, więc w okresie świątecznym strasznie się nudzę. Podczas weekendu czytam jedną lub dwie książki. Zależy - powiedziałam.
-Szacun - oznajmił, a ja uśmiechnęłam się do niego. - Robisz w ogóle coś poza czytaniem?
-Piszę.
-No jasne... - odparł. - Pewnie piszesz najgenialniejsze opowiadania na świecie, skoro przeczytałaś książki około tysiąca różnych autorów.
-Bez przesady. Ilość przeczytanych książek nie świadczy o zdolnościach. A jeśli tak, to Sam ma równe dwa tysiące, z czego tylko setki nie przeczytał - powiedziałam.
-Założę się, że zaczął wcześniej niż ty. Wątpię, żebyś przed adopcją miała dostęp do nowych książek - zauważył, trafiając jednocześnie w niewygodny dla mnie temat (bardzo niewygodny, odkąd przeczytałam list). Postanowiłam to jednak zignorować i po prostu pokiwałam głową, przyznając mu rację. Przeczytałam te wszystkie książki w ciągu 6 lat.
Kilka godzin później leżałam w swoim łóżku, a moja głowa wsparta była o klatkę piersiową Harry'ego. Spaliśmy razem. Oczywiście w żadnym specyficznym sensie. Po prostu położyliśmy się razem. Na dodatek w pełni ubrani. Było mi dobrze i najchętniej w ogóle bym nie wstawała, ale dochodziła dwunasta, a ja miałam świadomość tego, że muszę się ogarnąć i coś zrobić, pouczyć się. Poza tym zdawałam sobie sprawę, że Harry też na pewno musi wstać i gdzieś iść zaraz, więc nie będę mogła leżeć na jego klatce piersiowej przez całą wieczność.
-Dzień dobry - odezwał się po jakimś czasie zaspanym głosem.
-Hej - odpowiedziałam.
-Jak się spało? - zapytał.
-Wygodnie - odparłam, wtulając się w jego klatkę piersiową jeszcze bardziej, a on objął mnie w talii i przyciągnął jeszcze bliżej siebie, jakby to w ogóle było możliwe.
-Lepsze samopoczucie? - zapytał. - Wczoraj wydawałaś się kompletnie... zdołowana.
Zacisnęłam mocno oczy, jakby to miało sprawić, że dzięki temu zapomnę o opowiadaniu, skupię się na zdrowym rozsądku i uświadomię, że to wszystko to nie prawda, a moje życie jest podobne do tej historii tylko przez zbieg okoliczności.
-W porządku - powiedziałam. - Harry?
-Tak?
-Kiedy się pokłócimy, nawet jak będziesz na mnie zły, nie wychodź z domu, dobrze? - poprosiłam, zdając sobie w pełni sprawę, jak dziwacznie brzmi ta prośba.
-Dlaczego? - zapytał, nie rozumiejąc, o co mi chodzi.
-Po prostu nie wychodź. Ludzie robią... różne rzeczy, kiedy się pokłócą - wyjaśniłam.
-W porządku.
-Ale obiecaj - poprosiłam.
-Dobrze, obiecuję.

Kochani, przepraszam za tak długą nieobecność. Chyba wciąż mam "kaca" po serii "Pain", bardzo tęsknię za Julią i jej historią. Przywiązałam się do niej na tyle, że ciężko mi się teraz wdrążyć w nowe opowiadanie. Staram się, naprawdę, ale idzie jak po grudzie, zwłaszcza, że mam duży spadek czytelników. Poprzedniego bloga czytało około 200 osób, a tego czyta aż 94% mniej. Dlatego mam małą prośbę. Liczę ile Was dokładnie jest. Moglibyście skomentować tego posta? Proszę. Wystarczy kropka (.) albo uśmieszek (:)), żebym wiedziała, że jesteście :) I love you.

6 komentarzy:

  1. Czytam kochana ;) Wien jak się czujesz bo sama to przechodziłam :/ ale dobrze ci idzie! i oby tak dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Świety rozdział . Wgl coraz bardziej podoba mi sie ta historia .

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy, nawet najkrótszy, komentarz :)